krótko: The Walk. Sięgając chmur (2015) [8/10]

The Walk. Sięgając chmur (2015)

 

#krótko: Doskonała gra muzyką, efektowny rodzaj narracji, który to zresztą buduje klimat. Dobrze zagrane (Gordon-Levitt brawo!), wyreżyserowane (ale to nie dziwi patrząc na listę dzieł Roberta Zemeckisa) i napisane. Stanowczo wyprzedził moje oczekiwania. To trochę taki Ocean Eleven w nowej reinterpretacji (to komplement). Trzyma w napięciu niczym liny po których chodzi Petit. Ciarki na ostatniej scenie.
ps. tam jest mnóstwo CGI, ale nie widać go w ogóle. BRAWO!

Stranger Things S01 (2016) [9/10]

Stranger Things S01

Wszystko co dobrego przeczytaliście albo usłyszeliście o najnowszym hicie Netflixa – potwierdzam – to prawda. Dawno po obejrzeniu pierwszego odcinka jakiegoś serialu nie chciałem obejrzeć całości za jednym zamachem, co zresztą prawie mi się udało.

“Stranger Things” potrafiło mnie szczerze rozbawić, wzruszyć i wywołać autentyczne ciarki strachu. To wszystko w estetyce hitów które w młodości pokochało chyba całe moje pokolenie. Tylko tutaj musimy sobie coś ustalić; kiedy odpalisz dziś dajmy na to “E.T.”, owszem, czujesz nostalgicznie szalony klimat lat 80, ale też wiesz że nie jesteś już widzem dla którego to kręcono. To już nie jest twój dowcip, twoja groza, czy emocje. “Stranger Things” natomiast to ten sam świat, jednak otwarty na dzisiejsze oczekiwania. I nie zrozumcie mnie źle, nie ma tu głębokich rozterek moralnych, poziom realizmu nie jest wyśrubowany jak w najmocniejszych przedstawicielach sci-fi, a estetyka to raczej właśnie przywołane już ET niż coś z gatunku noir. To po prostu tamto kino i tamten klimat w wersji dla dużych dzieciaków którymi jesteśmy.

Aktorsko rewelacja. Brawurowa, dojrzała rola Winony Ryder, równie dobry David Harbour na którego dużą rolę czekałem od “Newsroomu”, młodziutka Natalia Dyer – widać że Disney to nadal fabryka gwiazd. Wielkie brawa dla ekipy od castingu dzieciaków, bo to jakie postacie stworzyli i jak wiarygodnie zagrali Gaten Matarazzo, Caleb McLaughlin, Noah Schnapp, Millie Bobby Brown i Finn Wolfhard jest bliskie dokonaniom Haley Joel Osmenta w „Szóstym zmyśle”. Generalnie wszystkie role, nawet trzecioplanowe zostały dopasowane tak jak można było najlepiej.

Estetyka tego serialu, mocno determinowała rodzaj zdjęć, montażu, a chyba najbardziej kolorów. Te trzy techniczne aspekty wizualne w połączeniu z rewelacyjne dopasowaną muzyką i udźwiękowieniem w zasadzie już spełniają budowanie klimatu. Jest jednak jeszcze jeden istotny czynnik bez którego powyższe nie mogłyby imponować – bezbłędne scenografie, kostiumy i charakteryzacja. Wizualnie majstersztyk! Nawet toporny potwór z CGI wydaje się być celowym zabiegiem dla spójności z kanonami w których skąpany jest obraz. Pycha!

Za “Stranger Things” stoją Bracia Duffer i jestem przekonany że to nie jest ich ostatnie słowo. Napisanie takiego scenariusza i takie wyreżyserowanie zasługuje na szczególne docenienie. Czekam na więcej, choć nie wiem czy powinien to być akurat drugi sezon.

Podsumujmy, mamy do czynienia z pięknie opakowanym przez niezawodny Netflix wehikułem czasu do lat 80. Zarówno estetycznie, klimatem, odwołaniami do popkultury wszystko jest zgodne z kanonem. Wyborna rozrywka dla starszych i młodszych. REWELACJA, gorąco polecam.

ps. dzięki Netflix, ale czy naprawdę potrzebny jest drugi sezon? Może warto by pod tym samym szyldem napisać nową historię?

ps2. bez spoilerowania nie mogłem Wam powiedzieć dlaczego to jest tak rewelacyjne, poza skupieniem się na sztuce filmowej, klimacie i estetyce. To jedna z tych pozycji które wypada obejrzeć.

Ghost in the Shell: Stand Alone Complex 2nd Gig (2004, org. Kōkaku Kidōtai S.A.C. 2nd GIG) [8/10]

Ghost in the Shell: Stand Alone Complex 2nd Gig

 

Ten sam poziom zaskoczenia, co pierwszy sezon, choć oczywiście już bez tamtej mocy. Zaskakuje świeżością, aktualnością tematów i – podobnie jak pierwszy sezon – mieszanką popkultury, filozofii i anime. Do tego estetyka lat 90 w przyszłości smakuje wyśmienicie. Drugi sezon, jak i pierwszy zresztą, wpisuje się w tradycję wszystkich produkcji z pod szyldu GitS. Oby amerykański remake filmu od którego wszystko się zaczęło podszedł do tego dziedzictwa z pokorą.

ps. znowu zaskakuje wątek samoświadomych maszyn gotowych poświęcić się za człowieka, a w szczególe ich dyskusje o sensie istnienia, czym jest życie i duchowość ‪#‎Tachikomy‬

Oni (1998, org. The Faculty) [5/10]

Oni (1998, org. The Faculty)

Jeśli kino klasy D i do tego z kosmitami, małomiasteczkowym amerykańskim klimatem i collegem na dokładkę, to tylko Rodriguez. Głupie i groteskowe (takie miało być), do tego smak i twarze lat 90’tych. To nie jest dobre kino warte polecenia, ale to jest dobre kino klasy D dla entuzjastów. Prawdopodobnie najlepiej smakuje z VHS’a, albo DIVX’a. Osobiście wole późniejsze dokonania reżysera.

Pitbull. Nowe porządki (2016) [5/10]

itbull. Nowe porządki (2016)

Efekciarstwo to największy problem nowego Pitbulla. Patryk Vega pomylił efektowność z efekciarstwem. Co gorsza brutalny realizm, który inspirowała rzeczywistość również zamienił na (nierzadko) tandetnym efekciarstwie.

Szkoda bo serialowy “Pitbull” (i pierwszy film zresztą też) wygrywał właśnie tym brudnym realizmem. Śmierdział przepiciem alkoholowym i stęchlizną komendy, bawił burackim, prawdziwym dowcipem. Nawet przekoloryzowane “Służby specjalne” (serial i film) uwiarygodniały się tym brudem z którego Vega słynął.

Film na tym traci, jednak nadal oddać trzeba że to efektowne kino sensacyjne na przyzwoitym poziomie które trafi zarówno w fana gatunku jak i masowego widza. Zresztą masowy widz, co pokazała promocja “Służb specjalnych” łyka wszystko – pewnie i efekciarstwa oraz odejścia od realizmu nie dostrzeże. Akcja i tempo fabuły porywa – nie czuć że film ma aż 2 godziny i 13 minut. Tym się zdecydowanie broni biorąc pod uwagę reprezentowany gatunek. Do tego bezkompromisowość w chamstwie (dialogi bawią), przesadne epatowanie brudem na wielu płaszczyznach (znów nie dla realizmu tylko efekciarstwa). Sam scenariusz jest zwyczajnie naiwnie głupi. Mimo to nie daje tego poznać od razu, a nawet potrafi wciągnąć. Wynika to pewnie z dobrego obudowania słabego kręgosłupa historii w wątki poboczne. Poszczególne “epizody” ciągną akcję i łatwo zapomnieć z jak wielką głupotką mamy do czynienia. Do tego wspomniana dynamika. Nie zapominajmy też że efekciarstwo to przesterowana efektowność.

Co jest na pewno zaletą? Obsada. Vega zawsze dobrze dobierał aktorów. Ostaszewska mistrz, Grabowski jak zawsze mistrz. Czeczot doskonale tworzy postać psychopatycznego Zupy, a Dygant… cóż Kura akurat to najbardziej realna rola tego filmu. Gwoli ścisłości – Stramowski bardzo drewniany, Linda zbyt rutynowy – co jednak nie przeszkadza filmowi. Ale nie zapominajmy, że klimat filmów Vegi robią naturszczycy w rolach drugo- i trzecioplanowych. W tej materii jest rewelacyjnie, że wymienie tylko Stracha.

Co do sztuki filmowej jest poprawnie lub dobrze. Zdjęcia i montaż tak jak należy. Muzyka bywa irytująca, mam wrażenie że Vega sam dopierał soundtrack i efekty są raczej kiepskie.

Miłym dodatkiem są nawiązania do pierwszej części filmu w tym wplecenie postaci Igora i Barszczyka.

Mogło być stanowczo lepiej – została sama, prosta rozrywka.

ps. tak, przyznaje, bawią mnie strasznie te burackie dialogi. Za to dodatkowy punkt.

6 rocznica wybuchu nienawiści

fot. Pfizer

Wieczorem ‎JarKacz‬ przeszedł sam siebie. Był zamach („to nie był przypadek!), ‪‎Macierewicz‬ zostanie generałem („Antoni! Antoni! Chciałem powiedzieć generał Macierewicz, ale jeszcze nie), a naród za szybko wybaczył (groteskowo to brzmi w kontraście do prezydenta Dudy który nawoływał do wybaczania).

Do tego sugestia, że przez ostatnie lata „zapomniano” o Smoleńsku – przecież ‪‎PIS‬ zrobił z tej tragedii narzędzie polityczne i NIE DAŁO się o tym zapomnieć. Pewnie temu choremu* człowiekowi marzy się pomnik zmarłego brata w każdej wiosce jak Lenina w czasach słusznie minionych?

Plus Macierewicz mówiący o sprawiedliwych i niesprawiedliwych oraz UKAZANIU (ukaraniu?) tych drugich. Kolejne sugestie prezesa polski że dopiero teraz robi się cokolwiek wokół śledztwa i chwalenie Macierewicza wraz z zespołem (za co? za nieprofesjonalizm? może za nic nie robienie? a no tak… za zgodność z linią partii).

Ah i jeszcze kolejna chora* wyznawczyni sekty smoleńskiej ‪‎Stankiewicz‬ która w narodowej TVP Info mówi o zdradzie i sugeruje karę śmierci dla Tuska.

Bardziej się już ludzi podzielić nie da jedyna słuszna partio.

Jestem gdzieś na granicy obojętności, zdziwienia, rutyny i zmęczenia. Dajcie nam spokój świry. Idźcie nienawidzić gdzieś indziej.

* To nie jest określenie pejoratywne.

Ostatnie dni na Marsie (2013, org. The Last Days on Mars) [6/10]

Ostatnie dni na Marsie

#krótko: Zaskakująco poprawne. Dobrze obsadzone, zagrane i zrealizowane sci-fi z… zombie w tle. Zdawało się że taki temat może być tylko pastiszem, a tu zaskoczenie, bo i w „poważnej” konwencji „się da”. Szkoda tylko że cała warstwa fabularna polega nad ratowaniem się przed zagrożeniem, a w ogóle twórcy nie bawią się tajemnicą i niewiadomą sytuacji. Jest nieźle, na leniwy weekend.

Batman vs. Superman: Świt sprawiedliwości (2016, org. Batman vs. Superman: Dawn of Justice) [3/10]

 

Batman vs. Superman: Świt sprawiedliwości (2016, org. Batman vs. Superman: Dawn of Justice)

Do kina wchodziłem mając w głowie jedynie niezwykle efektowny trailer. Fabularnie nie miałem w zasadzie żadnych oczekiwań, spodziewałem się dobrej rozrywki. A jak się czułem po wyjściu z kina? Maksymalnie wynudzony. Gdybym oglądał to w TV po po prostu bym wyłączył (a robię to niezwykle rzadko), a i w kinie zastanawiałem się czy tego nie wyjść.

Ale przecież jak to możliwe przy takim budżecie i niewielkich oczekiwaniach? Przyznaje, film jest zrealizowanie rewelacyjnie. Efektowna praca kamery, która dosłownie biega za bohaterami (ujęcia “z ręki”) w połączeniu z z nienagannymi efektami specjalnymi powinna zapewnić dobrą rozrywkę nawet przy słabym scenariuszu. Ale nie tym razem, bo cóż po efektowności skoro reszta jest fatalna?

NUDNE, infantylne, miejscami wręcz absurdalne. To główne cechy scenariusza. Mnóstwo niepotrzebnych wątków pobocznych, naciągania rzeczywistości… te rzeczy mają się jednak nijak do zwyczajnego braku sensu tej historii. Nawet mi się nie chce tego wszystkiego tłumaczyć. Niech wzorcem głupoty będzie scena z początku. W mieście (w zasadzie nie wiem czy Gotham czy Metropolis bo to teraz najwyraźniej dzielnice tej samej metropolii) trwa atak obcych. Co robią pracownicy koncernu Wayna gdy z okien ich biurowca widać dewastowanie innych wieżowców przez najeźdźców z kosmosu? Zdaje się że wklepują dalej dane do tabelek excela. Dopiero dramatyczny telefon od Wayne “wyprowadź wszystkich z budynku” powoduje panikę wśród pracowników oraz (bo jakby inaczej) atak kosmitów na tenże budynek. I to jedna z pierwszych scen. Później nie ma ani jeden sceny która była by zwyczajnie dobra, a te najciekawsze które znamy z trailera w filmie wyglądają jak własne parodie.

Dialogi dno. Aktorsko dno (efekciarski Jesse Eisenberg jest tylko efekciarski, postać wykreowana przez Bena Afflecka jest najwyżej zmęczona życiem i podobnie jak Henry Cavill oboje grają jedną twarzą). Nawet mistrz Hans Zimmer jakby wiedząc z czym ma do czynienia* dał kilka luźnych szkiców, które to w zasadzie nie bardzo pasują do scen którym towarzyszą. Jeszcze postaci drugo-planowe; tak bardzo płaskie – naczelny Perry White, który narzuca wszystkim dziennikarzom głupkowate nagłówki i nie ma nic wspólnego z duchem “prawdziwego dziennikarstwa” które było symbolem Daily Planet, albo najmniej wyrazisty Alfred w historii…

Gdyby to chociaż nudne nie było… Podsumowując; nawpychanie masy pobocznych wątków, brak sensownie poprowadzonego głównego, dłużyzna, fatalne dialogi, spore pokłady głupot i zmiecenie sztandarowych postaci drugoplanowych do nieistotnych elementów. A kilku kwestii jeszcze z litości nie poruszam.

Nie polecam.

“Zimmer noted that he had significant trouble in finding a new angle from which to tell the story , and after the movie’s release announced that he was „retiring” from superhero movies.” (źródło: wikipedia)

ps. sprawdźcie sobie trailer, bo jest świetny. Nie idźcie do kina.

Jeziorak (2014) [8/10]

Jeziorak

Nazwisko reżysera i scenarzysty „Jezioraka” Michała Otłowskiego należy zapamiętać, czuje że będzie o nim jeszcze głośno. A przynajmniej jego debiut dla szerszej publiczności daje takie nadzieje. „Jeziorak” od pierwszych minut śmierdzi tym co najlepsze w skandynawskim kryminale i choć powstał w Polsce na bazie autorskiego scenariusza, czuć mocne inspiracje skandynawską szkoła. Jest klimatycznie, gęsto, a historia przedstawiana w nieśpiesznym tempie, równocześnie wciąga widza. Klimat znany z skandynawskiego kina pogłębiają piękne i świetnie zobrazowane mazurskie lokalizacje.

Do tego świetny scenariusz, który może nie zaskakuje na każdym kroku, ale świetnie buduje napięcie narracją. Nie bez znaczenia jest też to jak szybko udaje się wprowadzić widza w sytuacje i rozpocząć właściwą opowieść. Także finał następuje odpowiednio szybko nie psując dynamiki filmu.

Autor doskonale wyczuł aktorów i świetnie dopasował role. Na szczególną uwagę zasługuje brawurowa rola Jowity Budnik, jednak w „Jezioraku” wszystkie role są zagrane dobrze, wiarygodnie i dopełniają całości.

„Jeziorak” to prosta, ale nie prostacka opowieść, podana w najlepszym stylu. Na pewno spodoba się fanom kryminałów, zwłaszcza tych skandynawskich, ale z pełnym przekonaniem mogę polecić każdemu miłośnikowi dziesiątej muzy.